Czemu kolorowo?
Bo szara rzeczywistość to nic w porównaniu do ostrych kolorów świata snów.
Uciekam, uciekam przed wszystkim. Przed rodziną. Przed P., A., A., O... Przed życiem, nawet muzyką. Nie chcę widzieć nic, nic związanego z tym wszystkim. Umierając, zostawiam to za sobą.
Budzę się. Świat milczy, oczy pieką, bronią się łzami. Uciekam, szukam kogoś, kto był mi dobrze znany. Znajduję jego grób. Zostawiam na nim kroplę szkarłatu - ten sam odcień zdobi moje usta. Powolnym ruchem słów zlizuję go. Krzyczę, a świat po raz pierwszy nie odpowiada na to wołanie. Nie krzyczy ze mną. Nie słyszy.
-Jak mogłam...?
Jasne, błękitne oczy. Prawie białe. I czarna kredka. Uśmiech kota z Cheshire. Tyle mogłabym o niej powiedzieć. Nie mówi nic, ale wiem, co ode mnie chce.
Próbuję uciec, szukając wzrokiem JEGO. Pierwszy raz gdzieś mi się skrył. Chyba nie wie, co mi grozi. Albo zbyt dobrze wie.
Trzymam kurczowo moje życie na środkowym palcu mojej ręki. Krępuje mnie, łańcuchy zatapiają się w mojej ręce. Zaczynam płonąć, krzyczeć, ona się śmieje. Zakłada pierścień na swój palec. Co mam zrobić? Uciekam. Uciekam, ile sił w nogach. Chcę dodać sobie otuchy muzyką. Muzyką? Tu jest tylko cisza. Ciiiiiszaaaa.
Uciekam, uciekam, potykam się, podnoszę, walę do drzwi. Próbuję przeskoczyć przez płot, ale otwiera mi drzwi. O. Próbuję jej powiedzieć, co się dzieje, mówię, ale ona nie słyszy. Ale wie. Bierze srebrzyste ostrze. Ocieka jeszcze jakimś płynem. Czekamy.
Ona znalazła nas. Ale nie. Nie wygrała z O. O. jednym ruchem ręki odcina dłoń, na której widnieje moje życie. Rzuca mi je. "Żyj, z dala ode mnie, ale żyj" - powiedziała samym ruchem warg. Uciekłam w noc, bardzo kolorową noc. Zasłaniałam oczy, gładziłam ręką pierścień.
Głód, poczułam głód.
Kim byłam?
***
Tyle czasu chciałam uciec. Czemu nie potrafię?